Myśli kłębią się w głowie, obawy odwracają uwagę. Wszystko razem spadło na mnie. Osiwieję albo wyłysieję z tych zmartwień zanim dziewczyny pójdą do gimnazjum. No bo wiele się dzieje. Co się dzieje? Długo by pisać. Za długo na dłubanie z komórki. Wieczorem wszystko się wyjaśni.
A jutro mam nadzieję kolejny, bardzo już zaległy, post o otulaczach. O ile wydarzenia ostatnich dni nie będą miały znaczącego wpływu na rozkład dnia jutrzejszego.
avent
Close Parent
codzienność
dentysta
ferie
formowanka
Harrachov
Itti Bitti
Jelenia Góra
Karpacz
kobiety
kubeczek menstruacyjny
logopedia
lovi
morze
mrzeżyno
niekapek
nietolerancja glutenu
Nowa Sól
otulacz
pieluszki
prefold
rehabilitacja vojty
rymowanki
Szklarska Poręba
szpital
testuję
urodziny
uszyć
wakacje
wielorazówki
wierszyki
wkładka
wyjazd
żłobek
życzenia wielkanocne
środa, 23 kwietnia 2014
niedziela, 20 kwietnia 2014
Niekapiący już nie dylemat
No i pierwszy dzień świąt za nami. Odpoczywacie? Ja dziś wykończona jestem bo pobudka o 4 i cały czas chaos i coś się dzieje. Dla mnie święta wielkanocne są świętami niewyspania.
Ale ja teraz nie o tym. Ziewając wspomnę Wam o ostatnim zakupie, który był prezentem na zajączka dla mniejszej M. Stał się nim niekapek Avent. W związku z jego wygraną w rankingu do, którego Was zachęcałam tutaj (tym samym, dziękuję za udział i pomoc w dokonaniu wyboru) zakupiłam go ostatnio. Na szybko podzielę się z Wami pierwszymi spostrzeżeniami. Otóż:
Najpierw wady, bo zalet jest zdecydowanie mniej jak dotąd:
- gwint kubeczka nie pasuje do innych produktów tej firmy
- nie można podgrzewać napojów w mikrofali
- ciężko go rozłożyć i złożyć mimo instrukcji (z tym można na pewno dojść do wprawy, ale pierwsze wrażenie jest właśnie takie)
- po piciu zawsze zostaje niewielka ilość napoju poza uszczelką i to się wylewa, niby niewiele, ale niekapek nie powinien mi zostawiać mokrych plam na podłodze
- malutkiej się podoba
- choć wyciąga do niego łapki, nie trzyma go samodzielnie, jednak jak ją poję ładnie sobie radzi, kiepsko jest z połykaniem tego co wyleci, bo jak na nią leci zbyt mocno, ale nie zniechęca się i co najważniejsze udaje jej się "wydobyć" cokolwiek z kubeczka (upewniam się, że lovi by się nie sprawdził, bo tam trzeba ciągnąć)
Serdeczne buziaki na ten drugi dzień świętowania.
sobota, 19 kwietnia 2014
Życzenia
Dziś najważniejsze są życzenia świąteczne przysłane wszystkim przez wszystkich. Każdy lubi życzenia otrzymywać, każdy też lubi je składać, jednak straciły one już trochę na swoim blasku i niezwykłości. Takie życzenia są niejednokrotnie kopiowane, niekoniecznie nawet przez wysyłającego przeczytane. Niewiele już osób wysyła kartki z życzeniami, takie zwykłe kolorowe, z papieru.
Ja dziś niestety bardzo oryginalna w tej kwestii nie będę, gdyż jestem jakaś rozkojarzona, niewyspana i bez przerwy atakowana przez wędrującą już mniejszą M. Starsza M też nie daje odporu, bo od czwartku siedzi z nami w domu i nieustannie pyta czy pobawię się z nią w to czy też w tamto, albo jeszcze w coś innego. A ja jakaś niezorganizowana jestem okropnie.
Tak więc złożę Wam jak najbardziej szczere i z wielkim zaangażowaniem wybrane życzenia specjalnie dla Was:
Niech króliczek przyniesie wam w prezencie to,
czego najbardziej pragniecie.
To coś nie musi być ani widoczne, ani dotykalne,
może nawet nie pachnieć,
ale niech będzie czymś bez czego nie można i nie warto żyć...
poniedziałek, 14 kwietnia 2014
Niekapiący dylemat
Na razie krótko. Stoję przed dylematem prezentów na zająca. I tak starsza M dostanie skarpetki (bo ciągle jej brak, one znikają czy pralka je zżera? może coś wiecie na ten temat, tak nawiasem?) i pióro, coby uczyła się ładnie pisać. Natomiast młodsza M chyba dostanie kubeczek niekapek, tylko jaki? Wypróbowałam już wiele dostępnych kubeczków z ustnikami i królewnie nic nie pasuje. A że odstawia się od cycka to pić powinna więcej z kubków, butelek etc. I tutaj mój wzrok skierował się na LOVI i AVENTa. Oba 360, czyli oba umożliwiające picie jak ze zwykłego kubeczka. Problem w tym, że nie wiem zupełnie na który się zdecydować.
Różni je kompletnie mechanizm działania. W LOVI (roboczo dalej nazywany L) jest gumka, która utrzymuje napój na miejscu i picie polega na "przeciągnięciu" płynu przez tą gumkę, natomiast AVENT (roboczo dalej nazywany A) ma taki "guzik" na środku i jego naciśnięcie (np górna wargą) otwiera zaworek. Oba mają wady i zalety (pomijam tu kwestie estetyczne i co się komu podoba). Otóż L kapie (mniej lub bardziej) przy stukaniu, machaniu i uderzaniu kubeczkiem (a tego się nie uniknie), natomiast A będzie leciał ciurkiem jak dziecko "wyczai", że wystarczy przycisnąć ten dysk na środku, albo jak zapomnimy go zamknąć pokrywką przed zabraniem w torbę na spacer (i coś złośliwie przewróci kubeczek w torbie, a jeszcze inne coś naciśnie ten guzik). L nie będzie się lał strumieniami podczas zabawy dziecka, A natomiast nie będzie kapał przy rzucaniu i machaniu nim (o ile małe nie przyciśnie).
No i sama już nie wiem. Do tego L nie ma podziałki na kubeczku (więc mm nie przyrządzimy bez wspomagania się czymś z miarką) a A jest droższy. No i jeszcze jednego się obawiam. Moja M nie bardzo wie co robić z czymkolwiek wkładanym do buźki co nie jest smoczkiem. Nie pociągnie niczego innego, nawet buzi nie "domyka" na niczym innym. Ustnik AVENTa jedynie gryzie (sporadycznie jak jej zassam do ustnika soczek to coś sama wyciągnie). Obawiam się że z LOVI nie będzie wiedziała co ma zrobić. Natomiast AVENT może lecieć za mocno jak go sobie przyciśnie (ale właściwie to bardziej zbliżony mechanizm do prawdziwego kubka).
No i jestem w kropce. POMOCY! Jeśli macie jakieś doświadczenia piszcie proszę i to szybko bo zając już kica wielkimi susami.
niedziela, 13 kwietnia 2014
Znów spóźnione
Dziś niedziela a ja znów nie wrzuciłam piątku z pieluchą. Znów jednak mam wytłumaczenie. Otóż szyłam. A cóż takiego? Otulacz szyłam. A że tym razem miało być o otulaczach postanowiłam poczekać i wrzucić też moje dzieło. No i co z tego wyszło? A no pstro. W piątek cały otulacz musiałam spruć, wczoraj go skończyłam a dziś nie mam dostępu do komputera. Piszę właśnie z telefonu i średnio mi to wychodzi. Post o wielo będzie więc jutro. A tymczasem spokojnego wieczoru i pogodnego poranka. Za tydzień będziemy mieć pierwszy dzień świat za sobą. Jak ten czas ucieka. Kiedy i gdzie?
No to zapraszam jutro na wielorazówki cz. 4 no i w tygodniu post o pewnej bajce z mojego dzieciństwa. Ciekawi jakiej? Bądźcie z nami.
No to zapraszam jutro na wielorazówki cz. 4 no i w tygodniu post o pewnej bajce z mojego dzieciństwa. Ciekawi jakiej? Bądźcie z nami.
poniedziałek, 7 kwietnia 2014
Wiosenny katarek i znalezisko mamy
My dzisiaj w domu bo katar leje się strumieniami. Pogoda ładna, ale korzysta z niej tylko moje pranie (dobrze, że chociaż ono). Jeżeli sytuacja się nie poprawi do jutra będziemy musiały odwołać nasze ćwiczenia w tym tygodniu. Będzie szkoda, ale nie będzie innego wyjścia.
Tymczasem M śmiało baraszkuje po mieszkaniu. Na chwilę nie można się odwrócić bo włazi wszędzie. Jakby w ogóle chora nie była. A jakie super znalezisko zdobyła:
A jak o znaleziskach mowa to zobaczcie co mam:
Zdjęcie przedstawia M ze znaleziskiem, ale ono jest moje ;) Zdobyłam je grzebiąc w szafie. To cała miska chusteczek bawełnianych. Takich z mojego dzieciństwa. Są nawet takie z dziecięcymi wzorami albo z kolorowymi koronkami. Teraz jak znalazł do wycierania kapiących smarów, ale nie mam pojęcia co zrobić z nimi później. Co proponujecie? Czekam na kreatywne pomysły, albo nawet szalone wariacje.
A no i jeszcze jedno. Większej M wczoraj wypadł pierwszy ząb (no trochę mu P pomógł, ale ważne że już go nie ma). To duże wydarzenie. Szczególnie dla M, przeżywała to niesamowicie, dzisiaj od samego rana chwaliła się tym każdemu napotkanemu osobnikowi. Dla mnie to też wielki krok. Dopiero się urodziło moje słodkie maleństwo.
sobota, 5 kwietnia 2014
Choroby choróbska
Wczoraj znów był piątek, a ja znów nie zamieściłam posta na piątek z pieluchą. No cóż, wybaczcie. Zmogła mnie choroba. W czwartek była tak ładna pogoda, że wzięłam się za pranie dywanu, bo mała zaczyna raczkować i bardzo lubi się bawić na podłodze, a na dywanie cieplej i nóżki się nie ślizgają. No to wzięłam się ja za to pranie i wody w buty mi naleciało. Więc ja w tych mokrych butach wędrowałam do samego wieczora (no przecież ciepło było), a wczoraj katar mnie rozłożył. Co gorsza malutka od dzisiaj też nieźle zakatarzona. Z pewnością złapała ode mnie. To się porobiło.
A co do naszego glutenu o którym pisałam tutaj to podjęłam kolejną próbę wprowadzenia go do diety malutkiej. No i nie było spektakularnych efektów, ale od kilku nocy mała znów śpi koszmarnie. Rzuca się po całym łóżeczku, wstaje, płacze. A jeszcze tydzień temu przesypiała całe noce (czasem tylko wstawała koło 4 na cycka). Znów nieprzytomna chodzę bo wstaję do niej zanim dobrze się położyć zdążę. O losie. Myślę, że może ten gluten za ciężki dla jej małego brzuszka. Chyba znowu go wyłączę z diety i sprawdzę czy się nie poprawi spanie.
A co do naszego glutenu o którym pisałam tutaj to podjęłam kolejną próbę wprowadzenia go do diety malutkiej. No i nie było spektakularnych efektów, ale od kilku nocy mała znów śpi koszmarnie. Rzuca się po całym łóżeczku, wstaje, płacze. A jeszcze tydzień temu przesypiała całe noce (czasem tylko wstawała koło 4 na cycka). Znów nieprzytomna chodzę bo wstaję do niej zanim dobrze się położyć zdążę. O losie. Myślę, że może ten gluten za ciężki dla jej małego brzuszka. Chyba znowu go wyłączę z diety i sprawdzę czy się nie poprawi spanie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)