piątek, 8 kwietnia 2016

Hocki klocki



Wracam z wieściami różnymi.
Starsza M dzisiaj ma drugi dzień egzaminu kompetencji trzecioklasisty, ech kiedy to zleciało, dorośleje to moje dziecko, nieuchronnie zbliża się do dorosłości ;) A tak na serio czas mi płynie mega szybko, mam wrażenie, że ucieka przede mną. Trzymajcie kciuki za dzisiejszą matmę, bo z M to tak jest, że niby wie, ale głupie błędy i pomyłki robi. No i może się okazać, że zadania trudne nie były, ona umiała je zrobić, a jakoś wyszło jak zwykle. Poza tym jak jej wbić do głowy, że zadania z treścią MUSZĄ zawierać odpowiedź słowną? No neon musiałabym przed nią postawić. Nic to zobaczymy jak pójdzie, nie zależy to przecież ode mnie.
A jak już mowa o większej M to jej brak korelacji między wiedzą teoretyczną, a praktycznym działaniem jest odczuwalny na każdym kroku. No bo niby wie, że ubrania i zabawki trzeba sprzątać, a jednak nawet szafa po wyjęciu gaci zostaje otwarta. No nóż w kieszeni się otwiera. Ja się biję z uczuciami bo z jednej strony chciałabym żeby wreszcie zaczęło to jakoś funkcjonować i żeby się usamodzielniała, z drugiej zaś mam już dość popychania jej w tym kierunku. Może dojrzeje do tego? A może do końca swojego życia będzie chaotycznym bałaganiarzem… Któż to wie (no właśnie wie ktoś? Gadać mi tu).
Zabrnęłam w tym „popychaniu” w ślepy zaułek, bo im bardziej popychałam tym większy opór napotykałam i tym większą irytację i frustrację we mnie to budziło. No i tutaj jak zbawienie pojawiło się szkolenie (dziękuję Izabeli za cynk i myśl o mnie, a nawet zapisanie) "POZNAJ SIEBIE - ZROZUM DZIECKO. MBTI®". Poznałam siebie, i zgodnie z założeniami i wstępem do szkolenia nie dowierzałam, że ktoś może tyle o mnie wiedzieć. Z perspektywy szkolenia „zaszufladkowałam” też moje dziecko. No i tutaj pojawiło się wyjaśnienie jej chaotycznego bałaganiarstwa. No taka już jest. Ot odkrywcza odpowiedź. Niejeden powiedziałby, że wie to i bez szkolenia, ale ja musiałam sobie to uzmysłowić, nazwać, powiedzieć. Niestety, mój jakże odmienny charakter (pewnie niełatwy) musi się dostosować i zaakceptować stan rzeczy. Przecież dla mnie niepojęte jest, ze można coś zacząć i nie dokończyć. Jak można też otworzyć szafę, wyjąć coś z niej i nie zamknąć. No jak?? Ano jak się jest artystą bujającym w chmurach to jak najbardziej można. No i jak tu poukładać takiego ludzia?
Ludź ten przy okazji artystycznej duszy potrafi pięknie rysować (robiąc przy tym masę bałaganu ;)). Nawet chciałam wykorzystać ten talent i zapał i zapisać dziecko na kółko plastyczne. Niestety w moim, niemałym niedużym, mieście nie ma gdzie dziecka wysłać. Przy okazji pokaże Wam jak z nudów przedświątecznie moje dziecko narysowało kartkę :)
 
Kopia i oryginał. Gdybym wysyłała tradycyjne kartki na święta to na pewno bym ich nie kupowała :) 

Przede mną jeszcze jedno szkolenie (warsztaty) z tej serii (szkolenia przygotowane przez Akademię Rodzica, która powstała przy Akademii Nauki realizującej kursy wspomagające rozwój i umiejętność uczenia się u dzieci – to też bardzo interesujący temat, ale o tym innym razem) pt. "ŚWIADOMOŚĆ I ODPRĘŻENIE W RELACJI Z DZIECKIEM". Czekam na odprężenie w relacji z moim dzieckiem jak na zbawienie. Opiszę Wam moje wrażenia jak wrócę.
A mniejsza M… No cóż, ciągle borykamy się z trzecim migdałkiem. Ostatnio powtarzaliśmy otoemisję i niestety potwierdziła niedosłuch. Nieduży, ale jest. Ćwiczenia logopedyczne męczą, bardziej mnie niż M, ale jednak. Poza tym w sumie nie wiem co i jak mam ćwiczyć bo od logopedy żadnych konkretnych wskazówek nie mamy. Staram się wprowadzać zalecenia MK, ale przecież szkolona w tym nie byłam więc błądzę po omacku. Do tego M coraz mniej chce chodzić do żłobka, co mnie nawet nie dziwi. Żłobek realizuje opiekę nad dziećmi, a ona potrzebuje już czegoś więcej. Od początku roku dzieci kolorowały do tej pory dwie prace (jednej M nie robiła bo była chora), i obie tylko kredkami. W minimalnym zakresie pojawiają się piosenki. Niestety dzieci w Żłobku są rocznikowo (przynajmniej w sporej części) młodsze, a co za tym idzie mniej dojrzałe. Poza tym M ma taki spokojny wycofany charakter. Gdyby pozwolono jej kolorować to będzie siedziała i kolorowała. Natomiast dzieci (niejednokrotnie jeszcze ze smoczkami, w przeważającej większości w pieluchach), biegają, krzyczą, hałasują. Ją to deprymuje, staje się wycofana i odreagowuje w domu.
No i najciekawszy aspekt, spędzający mi sen z powiek. Przecież mniejsza M jest trzylatkiem, od września powinna iść do przedszkola. Ale gdzie…? Czy wszędzie są problemy z miejscem dla trzylatków?

środa, 2 marca 2016

wzloty i upadki

Dawno mnie tu z Wami nie było. Oj dawno. Przepraszam za tę jakże długą nieobecność, ale ciężko jest wszystko pogodzić. Postaram się w skrócie nadrobić, głównie zdjęciami.
Starsza M aktualnie dzielnie walczy z materiałem klasy III szkoły podstawowej, a my z nią. Charakterek ma jaki ma i nie łatwo jest to zmienić, cóż trudno pozostaje się do tego przyzwyczaić i nauczyć z tym żyć.
Mniejsza M natomiast ostatecznie od września rozpoczęła przygodę ze żłobkiem miejskim. Zmiana środowiska, pań, dzieci nie była taka straszna jak się to wstępnie wydawało. W poprzednim przedszkolo/żłobku zaczęły się dziać dziwne i niepokojące rzeczy (o moich żłobkowych dylematach pisałam już tutaj). Poza opłatami wyższymi niż w publicznym żłobku i niepodlegającymi zwrotowi pozostał jeszcze problem opieki nad dziećmi. Świadomie piszę opieki bo dbało się tam tylko o to żeby dzieci jadły i spały. Nic poza tym dzieci nie robiły, nie było żadnych zajęć zorganizowanych, no bo przecież za małe :( Ostatecznie w marcu ubiegłego roku złożyliśmy wniosek o przyjęcie do miejskiego żłobka. No i udało się. M od września do listopada nie opuściła ani jednego dnia, nie chorowała i nie płakała zostawiana. Wszystko było super. Niestety tylko do listopada, bo wtedy zaczęły się choroby i przeziębienia, które z małymi przerwami ciągną się do dzisiaj. Znów wpadamy w błędne koło bo więcej jej nie ma w żłobku niż jest. Zaczyna tez marudzić zostawiana. Nie zostawiamy tematu chorowania samemu sobie i szukamy. Ostatnio endoskopia dała odpowiedź na pytanie DLACZEGO. Otóż trzeci migdał jest wieeeelki sieje, jest źródłem stanu zapalnego i przytyka nosogardziel i kanały słuchowe. Do usunięcia. Niestety z tytuły zatkanych kanałów słuchowych i płynu w uszach jest też niedosłuch.
Poza tym już od roku regularnie (lub mniej ze względu na choroby) widujemy się z logopedą, która już rok temu stwierdziła ORM. Ćwiczymy, walczymy, bawimy się, kombinujemy. No i tu liczba mnoga bo robię to ja i mniejsza M, P nigdy nie pomaga, jak zrobię awanturę, że zamiast telewizora ma się pobawić i poćwiczyć z M to z obrazą i łaską idzie. Staję na uszach (no i już tymi uszami mi to wychodzi), szukam, czytam, przygotowuję pomoce. Niestety pani logopeda niewiele pomaga, gdyby nie moja inicjatywa od roku ćwiczyłybyśmy wyrażenia dźwiękonaśladowcze, mimo, że M zna już to niemal na pamięć. No i poprawiła się mowa, zasób słów jest znacznie bogatszy, natomiast wymowa pozostawia wiele do życzenia. Logopedka twierdzi, że wymową zajmiemy się później, teraz mamy iść w ilość i ma mówić coraz więcej, nie ważne jak. To może też wynikać z tego, że przy niej M się w ogóle nie odzywa, więc ta nie zdaje sobie sprawy z zasobu słownictwa M.
No i to by było chwilowo na tyle, teraz trochę ze zdjęciami nadrobię, postaram się zacząć od najstarszych i dodawać krótkie komentarze.
Urodziny większej M. Rok temu :)

Jak wyżej

Wielkanoc 2015



Maj 2015. Szykowanie na konkurs tańca

Komunia większej M (dokładnie Boże Ciało w białym tygodniu)

jak wyżej


wiosna na budowie


festyn rodzinny z przedszkola


centrum handlowe, fajny efekt co?





Lato 2015, lubicie lody?

Lato 2015. Wymuskana trawka u dziadziusia :)



Dziwnów 2015. Urlop w zimnie i deszczu :/

Nie dam się wystrzelić ;)


















To chyba znacie? Chlebek pieczemy :)

Znów budowa





Wrzesień 2015. Wesele kuzynki (dla dziewczyn cioci)





i budowa





Boże Narodzenie 2015 (jak się łatwo domyślić ;))

Spacerek w chorobie :)


Nasz Olaf


Ćwiczenia logopedyczne




 
Dzień Babci i Dziadka, na spacerze

Z kuzynką i ukochanym dziaduniem

Ferie Jelenia Góra


Znów logopedyczne

Spacer koło domu. Czasem pogoda łaskawa


No i w obliczu łaskawej pogody przysnęło się ;)


Buu, znów ćwiczenia